Grzegorz Felkel wraca do Miechowic – wywiad

Grzegorz Felkel oficjalnie wraca do TTS Polonii Bytom – klubu, w którym szkolił się jako młody zawodnik. Powrót do Miechowic to sentymentalna i sportowa decyzja zawodnika, który w ostatnich sezonach był jednym z najjaśniejszych punktów KTS Gliwice/Akademii Tenisa Stołowego w LOTTO Superlidze.
Felkel to solidny ligowiec o dużym doświadczeniu, znany z waleczności i zdolności do sprawiania niespodzianek. W sezonie 2024/2025 stał się bohaterem największej sensacji Superligi, pokonując m.in. reprezentanta Hongkongu Chana Baldwina 3:1 – był to dopiero jego piąty mecz na najwyższym szczeblu rozgrywkowym. W tym sezonie w barwach KTS-u Grzegorz Felkel wygrał z Markiem Badowskim, Finem Benedekiem Olahem, Wangiem Zeng Yi, Koreańczykiem Parkiem Jeongwoo, Serbem Dimitrije Levajacem, Piotrem Chodorskim, Danielem Lisem i dwukrotnie z Marcelem Błaszczykiem.

Cześć Grzegorz, jakie emocje towarzyszą Ci w momencie powrotu do Miechowic?
Cześć. Czuję ogromną ekscytację i duży sentyment. Zawsze, gdy wchodzę na halę przy ulicy Nickla 143a, wracają wspomnienia z moich początków. Czuję, że to właściwy czas, aby ponownie otworzyć ten rozdział i dopisać do niego kolejne wspaniałe chwile.
Twoja droga sportowa jest bardzo ciekawa. Od czego się zaczęła i jak trafiłeś do Miechowic?
Moja przygoda zaczęła się w Łabędach, gdzie ogromny wpływ mieli na mnie pierwsi trenerzy: śp. Eryk Ciężkowski oraz Witold Nowakowski, który do dziś aktywnie rywalizuje w turniejach weteranów. To pod ich skrzydłami przyswoiłem podstawy techniki.
Później, w SKS Spartakus Gliwice pod okiem trenera Rudolfa Wielocha, zagrałem swój pierwszy pełny sezon ligowy i zacząłem liczyć się w województwie. Same Miechowice to był jednak ogromny krok naprzód. To tutaj jakość treningów pozwoliła mi przeskoczyć z poziomu wojewódzkiego na ogólnopolski.
U trenera Grzegorza Iwaniuka zawsze panował rygor i porządek. Bardzo mi to odpowiadało, bo widziałem realne efekty. To tam nauczyłem się najważniejszej lekcji: Bez ciężkiej pracy o sukcesy jest niezwykle trudno.
Dlaczego zdecydowałeś się na powrót właśnie do Bytomia?
Gdy widmo spadku stało się dla nas nieuchronne, wiedziałem, że moja droga z Gliwicami może dobiec końca. Bardzo się cieszę, że z panem Michałem udało nam się szybko dojść do porozumienia.
W Bytomiu czuję się jak w domu, bo grałem tu już wcześniej i to tutaj będę przygotowywał się do sezonu. Na hali w Miechowicach zatem będę u siebie.
Jak zareagowali w Gliwicach na informację o Twoim odejściu?
Prezes, koledzy z drużyny i nasi najwierniejsi kibice dowiedzieli się o moich planach nieco wcześniej. Wszyscy ze zrozumieniem przyjęli tę decyzję. Wiedzą, że jestem ambitny i wciąż chcę się rozwijać.
Każdy życzył mi powodzenia, za co bardzo dziękuję. Liczę na to, że nie raz zobaczymy się na trybunach podczas naszych meczów. Serdecznie wszystkich zapraszam!
Jak oceniasz swój rozwój jako zawodnika w ostatnich latach?
Czuję, że z sezonu na sezon moja gra wygląda coraz lepiej. Co ciekawe, od ponad ośmiu lat nie mam trenera. Sam analizuję swoje występy i staram się na bieżąco poprawiać mankamenty.
Mimo tej trudności i dodatkowej pracy, wierzę, że najlepsze wciąż jest przede mną. Ubiegły sezon i te wszystkie wygrane tylko utwierdzają mnie w przekonaniu, że idę w dobrą stronę.
Jakie cele stawiasz sobie i drużynie na nadchodzący sezon?
Kiedyś poznałem historię jednego z naszych rodaków startujących za granicą, który usłyszał od trenera: „Twoimi celami na ten sezon jest walczyć w każdym meczu na sto procent i realizować założenia taktyczne”. Ten zawodnik zagrał potem sezon życia, a jego drużyna weszła do play-offów.
I właśnie tego życzyłbym sobie oraz mojej nowej drużynie. Jeśli każdy z nas da z siebie wszystko i będzie zadowolony ze swojej gry, to wyniki przyjdą same.









